Czemu blog?

Pytanie pojawiło się kilka razy w różnym kontekście.

„Po co Ci blog?”, „o czym Ty chcesz pisać?”, „po co pisać do (często, choć nie zawsze) obcych osób?”

Śpieszę z wyjaśnieniem! Otóż czuję przeogromną potrzebę dzielenia się ze światem tym co siedzi mnie w głowie, a jak na tak małą część ciała dzieje się w niej dużo. Chyba wyrosłam z etapy pisania „co na wątrobie leży” na portalach społecznościowych. Ach „portalach społecznościowe”… wielkie słowa, używam tylko fejsiora, ogólnie małomiasteczkowa jestem i jestem z tego dumna ;) Serio! Zero obycia w świecie i zero skrępowania czymkolwiek.

Dobra trochę przehulałam w poprzednim akapicie. Nie do końca wyrosłam z tego pisania, ale mocno się ograniczam do rzeczy, które są dla mnie na tyle ważne czy też poruszające, że zwyczajnie nie mogę sobie odpuścić.
Pomyślałam, że społeczność blogerska to może być coś dla mnie, w końcu ludzie tutaj lubią czytać, pisać, poznawać inne punkty widzenia, dzielić się doświadczeniami i takie tam. Wiem, pewnie wyidealizowałam i zderzę się z masą ludzi bez ambicji, chcących tylko wylać gdzieś gorycz, która idzie od żołądka wyżej, i wyżej, i wyżej, aż w końcu wylewa się na nową bazarową koszulę. Co z tego? Nic. Na co dzień spotykam masę takich ludzi więc kilkoro kolejnych strawię (takie nawiązanie do „goryczy”) bez mrugnięcia moim niebieskim okiem.

Bardzo liczę, że ten blok, a także osoby, które z czasem (przynajmniej mam taką nadzieję) pojawią się tutaj, wzbogacą mnie. Zarówno w wiedzę, jak i w emocje. Tak emocje stanowczo kocham najbardziej, kocham kochać, lubić, nienawidzić, chyba nawet być krzywdzona, choć na to ostatnie nie często pozwalam. Pytanie czemu tak jest. Ot zwyczajnie, młoda (chyba jeszcze w miarę) panna idealizuje świat. Tak, tak robię! Wierzę, że wszystkie emocje, nie ważne czy wywołują łzy szczęścia, a może rozpaczy, sprawiają, że czujemy. Dopóki czujemy znaczy to, że jesteśmy ludźmi. No i czujesz znaczy jeszcze żyjesz ;) Dość mam konsumpcjonizmu, teledysków w których więcej jest porno niż muzyki. Dość! Choć ładne panie z przyjemnością pooglądam, czemu by nie? Wracając do tematu emocji. Coraz mniej ich jest, wbijamy sobie do głowy, że trzeba być twardym. Trzeba? Tak trzeba…, ale, ale! Bądźmy twardzi jeśli chodzi o pierdoły, niezapłacone rachunki, złamaną nogę, awarię auta czy inne tego typu. Natomiast jeśli chodzi o uczucia, czujmy. Całymi sobą, dajmy się ponosić. Co się stanie? W ostateczności wyjdziemy na idiotę. Ja im bardziej lubię, nienawidzę tym bardziej lubię robić z siebie idiotkę. Wychodzi mi super, tylko czekam, aż będą za to nagrody. „Nominację w kategorii: najbardziej upośledzona emocjonalnie osoba dostaje…”, śmiało możecie podstawić moje imię i nazwisko, dla tych, którzy nie wiedzą –> Mariola Sakowicz ;)

Chyba na początek wystarczy. Zapraszam serdecznie do śledzenia bloga, komentowania i życzę Wam pełnego spełnienia zarówno w sferze emocjonalnej, jak i czysto fizycznej, ale to Wam będę powtarzać co raz.
Realizujcie się!

Pozdrawiam
Mariola Sakowicz

Udostępnij wpis na Fejsie