Ja i motoryzacja.

Jako, że blog powstał niedawno, a ja jestem ciągle jedną wielką niewiadomą, postanowiłam zacząć od tych najogólniejszych wpisów. Nie traktuję ich jako „zapychacza”, a raczej jako zarys mojej osoby, z którego przy zamkniętych oczach możecie utworzyć sobie jakiś szkic. Tyle słowem wstępu.

Moja przygoda z motoryzacją… Inaczej. Mój romans, namiętny i ekscytujący, przeplatany chwilami słabości i zdradami pasji z innymi hobby trwa od 3 lat. Zaczęło się tak jak zaczyna się zazwyczaj czyli od zalogowania się na forum marki/modelu auta. Początkowo poszukiwałam wiedzy, pomocy przy rozwiązywaniu usterek i ani myślałam o zawiązywaniu znajomości. Po pewnym czasie zauważyłam, że wsiąkam w społeczność, zarażam się (a może odkrywam ukrytą w sobie pasję) hobby. Zaczęłam brudzić się przy aucie, lakierować, wycinać, „spasowywać”, odkręcać, czyli robić wszystko czego wcześniej się nie dotykałam. Ba! z czasem w nocy o północy wiedziałam jakie mam oznaczenie silnika, moc auta, system nagłośnienia, jaka firma robiła podzespoły do mojego samochodu czy chociażby jakie oznaczenia mają żarówki. Co tam h7 czy h1, ja wiem, że u mnie w aucie jest py21w, w5w, c5w i wiem, która to która :)

Po pewnym czasie uczestniczenie jako użytkownik czyjegoś forum, do tego ograniczonego do marki/modelu, przestało mi wystarczać. Chciałam poznawać świat motoryzacji szerzej, mocniej i dogłębniej. Zaczęło się myślenie „a jakby tak postawić swoje forum?”. Od myślenia przeszłam do czynów i tak od marca 2013 roku jestem szczęśliwą administratorką forum MotoKobieta.pl. Forum dało mi dużą swobodę działania, nikt nie mógł mi powiedzieć nie rób tego czy tamtego, ale też nikt nie mógł mną pokierować gdy błądziłam czy nie wiedziałam co dalej. Świadomość odpowiedzialności dawała jeszcze większego kopa bo z czasem na prawdę zaczęło mi zależeć na tej stronie i przestała być ona zwykłą domeną www. Stało się tak głównie dzięki ludziom poznanym na forum czy facebook’u dzieki MotoKobiecie. Serio! Masa wspaniałych osób, z wielkimi sercami i jeszcze większą chęcią pomocy. Wiecie jak to jest, jak już zdarzy Ci się z kimś wypić piwo czy wspólnie płakać to nic Was nie złamie. Mi się zdarzyło :)

Moje szerzej, mocniej, dogłębniej, objawiało się tym, że zaczęłam czytać i pisać, w końcu otwierając się na inne marki, nie faworyzując, nie negując. Ok, przyznaję, dalej śmieję się z awaryjności alfy romeo i tego, że na crash testach nie dojechała do ściany, przepraszam, ale tak strasznie mnie to bawi. Wracając do tematu. Po czytaniu/pisaniu zaczęło czegoś brakować, zaczęłam się nudzić porównywaniem artykułów z Internetu. Zapragnęłam sama wysnuwać wnioski, oglądać z bliska, ale nie dotykać, wiadomo, żeby nie zostawiać tłustych śladów na lakierze ;) Następny krok to było jeżdżenie na zloty/eventy/zawody/treningi. Oczywiście bywałam na różnych imprezach motoryzacyjnych wcześniej, ale jako postronny widz, przechadzający się, ot takie sympatyczne spędzanie weekendu. Teraz jeżdżę z pełnym zaangażowaniem, staram się mieć kontakt z organizatorami. Podchodzę do tematu inaczej bo wiem, że muszę mieć masę szczegółów i ciekawostek, żeby potem móc imprezę jak najlepiej/wiarygodniej opisać.

Do opisywanych wydarzeń zaczęłam dołączać zdjęcia swojego autorstwa. Tutaj także chciałam robić: lepiej i więcej. Stwierdziłam, że albo robię coś konkretnie, albo olejmy to i zajmijmy się czymś w czy dam z siebie 100%. W tym momencie pojawia się lustrzanka, ale o tym mogliście już przeczytać w poście „Moje początki w dziedzinie fotografii”.

Tyle chyba na początek wystarczy, zważywszy zwłaszcza na fakt, że nie na jedną imprezę pojedziecie ze mną, także szykujcie plecaki, kanapki i termosy z kawą.

P.S. Lubię słodką kawę z masą mleka/śmietanki ;)

Pozdrawiam
Mariola Sakowicz

Udostępnij wpis na Fejsie