Przeklinanie

Bierzemy się za temat rzekę, czyli przeklinanie, bluzganie, łacinę podwórkową czy jakkolwiek nazwiecie ku*wy rzucane na prawo i lewo, a potem jeszcze raz na prawo.

Moje podejście do tematu jest raczej luźne choć wszystko ma swoje granice.
Sama przeklinam, a nawet lubię. Moja mama mówi, że gdy kobieta przeklina to jak wylewać pomyje z kryształu. Tekst fajny, ale nie zmienia to faktu, że przeklinanie jest dla mnie trochę sposobem wyrażenia siebie, a bardziej podkreślenia emocji.

Wiadomo, że z ku*wą brzmi mocniej. Choć nigdy owej „pani” nie używam jako przecinka. Tak ogólnie to uważam, że nie każdemu pasuje przeklinanie, ludzie niekulturalni, nie potrafiący się zachować, bluzgający zawsze i wszędzie są męczący, uciekam od nich jak najdalej, sądząc, że zwyczajnie zasób słownictwa nie pozwala im na inny sposób wypowiedzi. Więc o ile nie chcę być postrzegana jako prostak, o tyle uważam, że jedna czy dwie ku*wy dodadzą mi pazura. Ostatnio moje ulubione, odrobinę zmodyfikowane przekleństwo, podkreślające uznanie dla kogoś to „ooo jebaniutki”.

Także bądźmy ludźmi i pozwalajmy sobie na słabości, lepsza ku*wa rzucona w eter niż zapalony papieros.

Temat zaczyna wywoływać więcej emocji kiedy zastanawiamy się nad skutkami przeklinania przy dzieciach. Tu też specjalnie mnie to nie boli o ile właśnie nie jesteśmy drwalem, który co drugie słowo używa czegoś co bym musiała „wypipać”, gdyby to nie był blog tylko vlog. Jedno czy dwa przekleństwa nie zrobią nam z dziecka mordercy, gwałciciela czy innego zwyrodnialca, nie sprawią też, że Jan (lat 3) zacznie mówić do babcie per ta „pani” wyżej. Sądzę, że jest wiele gorszych rzeczy, które dzieci wynoszą z domu. Pomiatanie drugą osobą, agresja, brak rozmów czy wsparcia.

Ciekawa jestem Waszego zdania na ten temat i tego czy przeklinacie.

 

Pozdrawiam
Mariola Sakowicz

Udostępnij wpis na Fejsie