Przygody z majstrem

Witam po długiej przerwie.

Przepraszam Was najmocniej pod słońcem, ale jak wiecie u mnie remont generalny pełną parą. Na szczęście wygląda na to, że dzisiaj lub jutro koniec.

Niestety chyba nie osiągalnym będzie skończyć remont i rozejść się z „fachowcem” w zgodzie. Remont nie jest skończony, nie na tyle ile się umawialiśmy. Zwyczajnie nie wybrałam jeszcze mebli do kuchni i sprzętów, tak samo drzwi wewnętrzne nie są wstawione. Z majstrem umówiłam się na koszt maksymalny 8000 złotych za robociznę, niezależnie co wymyślę. Nie wymyślałam zupełnie nic. Zrobił mi w pełni tylko łazienkę: płytki (ściany i podłoga), brodzi, umywalka, geberit. Całe mieszkanie jest pomalowane na biało, kuchnia oraz korytarz płytki na podłodze, dwa pokoje panele na pływająco. Wymieniana była instalacja elektryczna i porobiona częściowo hydraulika. Grzejniki wymieniał kto inny (koszt 680 złotych robocizna). Dodatkowo, żeby ułatwić człowiekowi pracę zdecydowałam się na podwieszane sufity w całym mieszkaniu. Dzięki temu nie musiał kuć w kątach przy suficie, które ewidentnie były uzyskane „od butelki”. Miało to niby zminimalizować koszt robocizny. Koszt materiałów na sufity to ponad tysiąc złotych. Czyli logicznie rzecz biorąc od 8000 tysięcy, które miał być kwotą max powinniśmy odjąć robociznę za kucie sufitów w całym mieszkaniu, koszt obsadzenia nieobsadzonych drzwi i robociznę za kuchnię w której nie ma, ani zamontowanego okapu, ani nic poza parapetem i kilkoma kontaktami.

Przyszło do zapytania „ile to będzie w końcu kosztować”, a w odpowiedzi usłyszałam, że 9500 złotych! Chyba możecie sobie wyobrazić moją minę. Nie wspomnę o tym, że umawiałam się na 4-6 tygodni, a praca trwa już 9,5 tygodnia.

Miał ktoś z Was podobną sytuację? Drugi dzień jestem zmęczona i roztrzęsiona tym wszystkim. Oczywiście odmówię zapłacenia dodatkowych pieniędzy, w trakcie nie byłam poinformowana, że koszta wzrosną. Majster w między czasie jeździł na montaże okien i drzwi. Wszystkie soboty nie pracował. Robił sobie dwa długie weekendy. Na wszystko przymykałam oko bo jesteśmy tylko ludźmi, ale nie pomyślałabym, że pomyśli o mnie jako osobie do przysłowiowego dojenia.

Doradzicie coś? Jeśli nie to chociaż trzymajcie kciuki :)

 

 

Pozdrawiam serdecznie
Mariola Sakowicz

Udostępnij wpis na Fejsie