Zakazać czy legalizować

Marihuana. Marihuana wzbudza wiele kontrowersji. Nawet nie tyle sama roślina co jej legalizacja, a raczej brak.

Osobiście jestem osobą zarówno nie palącą „trawki”, jak i nie pijącą. Więc mogę być w 100% obiektywna i bezstronna. Choć ostatnio było mi dane usłyszeć, że „gówno wiem i chuja widziałam”, a osoby przewodniczące wszelkim akcjom propagującym zasadność legalizacji tego miękkiego narkotyku, są zwykłymi narkomanami, którzy chcą mieć łatwiejszy dostęp do używki. Serio?

Mieszkam w małym mieście, znam wszystkich, których wypada znać i wiem, że zakup „palenia” jest tak samo skomplikowany jak zakup piwa czy papierosów nie mając dowodu osobistego.

Pytanie co stałoby się, gdyby w Polsce zalegalizowano marihuanę wprowadzając np. limit wiekowy w postaci 18 czy 21 lat oraz ograniczenia co do posiadanych ilości na poziomie chociażby grama czy pięciu?

Czy nagle wszyscy chodziliby tak strasznie „naćpani”, a ośrodki odwykowe przeżyły by bum taki, iż dodatkowe łóżka stałyby nawet w piwnicy i na rejestracji? Nie. Każda osoba myśląca inaczej za dużo PiS’u w życiu widziała. Mnie nic nie skłoni do tego, żebym paliła codziennie. Czemu? Mam swój rozum, nie czuję potrzeby, jest mi to zbędne i kocham mieć full świadomości. Tyle. Gdyby było inaczej nasadziłabym na parapecie krzaków czy kupowała co kilka dni sowitą porcję. Pamiętajcie, że kto chce kupić czy zapalić, znajdzie na to sposób. Inaczej. Każdego dnia powinnam być najebana i ogólnie chlać bez umiaru bo kupowanie alkoholu jest legalne. To ta logika przeciwników?

Dobra, skoro tak łatwo kupić „działkę” pomimo braku jej legalności, to czy jest sens wszelkich akcji w stylu: „sadzić, palić, zalegalizować”? Jest. Oto kilka powodów:

  • państwo zarobiłoby na akcyzie, gdyż na pewno nie byłaby ona mała. Czyli świetny sposób na załatanie, choć w części, dziury budżetowej,
  • większa kontrola nad jakością marihuany, czyli brak ziół nasączanych domestosem i innymi magicznymi dodatkami. Nie mam dzieci, ale jeśli będę je mieć i zechcą spróbować trawki (a zapewne jak to młody, ciekawy świata człowiek, zechcą) to wolę, żeby spróbowały 100% natury, niż jakiegoś dopalacza w stylu „uśmiechu szatana” od gościa, którego widzą na oczy pierwszy i ostatni raz,
  • brak przepełnienia aresztów/więzieni nastolatkami i młodymi ludźmi, którzy wpadli na skutek brawurowej akcji uchwycenia ich z gramem zioła, najpewniej rozcieńczonego majerankiem i „wzmocnionego” ACE,
  • wyeliminowanie, a przynajmniej znaczne zmniejszenie „szarej strefy” czyli liczby dilerów. Zwyczajnie nie byłoby sensu kupowania „niepewnego towaru”, jeśli np. w kiosku można by kupić legalny gram.

Ogólnie sądzę, iż marihuana sieje w społeczeństwie i jego mózgach o wiele mniejsze spustoszenie niż chociażby alkohol. Mnóstwo razy widziałam ludzi bijących się czy awanturujących pod wpływem piwa/wódki. Po trawie, ani razu, ale jaki fajny mają wtedy zaciesz!

Podsumowując, jedyną moją używką jest stosunkowo zdrowy tryb życia, motoryzacja i samorozwój, ale… właśnie, zawsze jest jakieś ale, zwłaszcza u kobiety. Mając wybór 200ml czystej i lufka trawy, wybrałabym raczej drugie.

Także nie róbmy z ludzi idiotów i nie zakładajmy, że nie mają rozumu, przez co rzucą się na marihuanę bez grama (uuu jaka gra słów!) myślenia. Jeśli ktoś tak sądzi to chyba kwestia tego, że sam jest podatną i nie potrafiącą podejmować samodzielnych decyzji istotką. Zawsze jest jeszcze selekcja naturalna, której bywam fanką ;)

Pozdrawiam
Mariola Sakowicz

Udostępnij wpis na Fejsie